środa, 13 marca 2013

Prolog


            Światło księżyca oświetlało mroczne uliczki osiedla Fiverstirit. Chwilę po północy dało się usłyszeć i to dość wyraźnie ze względu na cisze tu panującą trzaśnięcie charakterystyczne dla teleportacji. Po krótkim czasie zza zakrętu wyłoniła się „czarna” postać, którą śmiało można by nazwać duchem czy raczej upiorem, gdyby nie jasna blond czupryna wystająca spod kaptura. Chłopak, o tak rzadkim imieniu – Draco, przemierzał żwawym krokiem w dużej mierze opustoszałą dróżkę. Kręcili się tu teraz tylko pijacy, nie baczący na niebezpieczeństwo czyhające na swoją ofiarę z każdej strony. Stąd nie było już ucieczki. Młody Malfoy po kwadransie nieustannej wędrówki skręcił w stronę, niegdyś pięknego, dworu należącego do jego rodziny. Z pozoru pewnie przekroczył jego próg. Jednak w głowie przystojnego arystokraty toczyła się nieustanna walka – chciał zachować twarz, ale z drugiej strony nie potrafił wyrzucić z pamięci wydarzeń, którego właśnie tu się w przeszłości rozgrywały – już jako mały chłopiec czuł się samotny, ojciec wpajał mu do głowy wręcz chore reguły, zasady, do których chłopak już jako sześcioletnie dziecko musiał się stosować, dodatkowo to w tym miejscu zmarła najbliższa mu osoba na tym świecie. Jego rodzicielka, mimo sprzeciwu swego męża, próbowała okazać mu trochę miłości. Dość – powiedział do siebie w duchu blondyn. Po chwili słabości ponownie „założył” na siebie maskę. Zasada „nie okazuj uczuć” nadal działała. Nie rozglądając się już na boki ani nie odwracając za siebie parł naprzód ostrożnie stawiając każdy krok. Przystanął dopiero, gdy przed jego oczami zmaterializował się lekko zmęczony życiem staruszek. Po chwili milczenia wzrok mężczyzny spoczął na dziedzicu małej fortuny.

- Mam dla Ciebie zadanie...


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tak, tak. Wiemy. Strasznie krótkie. Możemy tylko zapewnić, że rozdziały będą już zdecydowanie dłuższe :)

1 komentarz: